"Myślałam, że jako nasz cudprzewodniczący klasy, powinieneś działać na rękę większości"
... ale i może czasem przychylić się do opinii mniejszości? Poza tym, mam wrażenie, że to pewna grupa osób nie potrafi się sprężyć i dostosować do ustalonych terminów, wpływając na opinie CAŁEJ klasy. Więc radzę się zastanowić, nim padnie kolejna wypowiedź o "klasowej solidarności".
"Prawda jest taka że gówno Cie obchodzi jak inni wypadną na sprawdzianach"
No i bardzo dobrze! Co on, ma was niańczyć? Przewodniczący nie jest od tego, by pilnować ile i jak kto się uczy. A już na pewno nie od tego, by martwić się, bo jeden z drugim buc się NIE nauczył. Wyobraź sobie, mnie też nie obchodzi co inni dostaną ze sprawdzianu, martwie się o swoją dupę i może dlatego nie mam problemu z nauczeniem się?
"My jako klasa mieliśmy się trzymać RAZEM, a to nie znaczy żeby pamiętać jedynie o ratowaniu swojej własnej dupy, tylko dbać nieco o dobro większości."
Kruca, ludzie! Ja swojej dupy nie muszę ratować, bo nie doprowadzam do sytuacji typu "trzeci z rzędu sprawdzian, na który nie miałem czasu (rotfl) się nauczyć". Może wypada poświęcić trochę więcej czasu? Np. odrobić część zadania w weekend? Ja tak robię i w dni robocze mam zawsze więcej czasu na naukę. A jak jestem w naprawdę podbramkowej sytuacji, nastawiam wcześniej budzik i przeglądam notatki rano. Korona wam z głowy nie spadnie, jak okażecie więcej zaangażowania.
"Ale skoro część chce go przełożyć - dlaczego nie?"
Bp już przekładaliśmy sprawdziany? Bo co za dużo to niezdrowo? Bo to pogarsza naszą opinię? Bo może być o to trudno w NAPRAWDĘ podbrakowej/wyjątkowej sytuacji? Bo trzeba by się przyzwyczaić, bo na studiach nikt za was nocki nie zarwie, a profesor wam grzecznie podziękuje za wyjaśnienie typu "zbyt mało czasu/dużo roboty"? Jak wy to sobie wyobrażacie, skoro przerasta was poziom szkoły średniej?
"Skoro potraficie na jutro, będziecie umieć też na piątek. "
Skoro możecie się nauczyć na piątek, czemu nie mogliście na jutro?
... ale i może czasem przychylić się do opinii mniejszości? Poza tym, mam wrażenie, że to pewna grupa osób nie potrafi się sprężyć i dostosować do ustalonych terminów, wpływając na opinie CAŁEJ klasy. Więc radzę się zastanowić, nim padnie kolejna wypowiedź o "klasowej solidarności".
"Prawda jest taka że gówno Cie obchodzi jak inni wypadną na sprawdzianach"
No i bardzo dobrze! Co on, ma was niańczyć? Przewodniczący nie jest od tego, by pilnować ile i jak kto się uczy. A już na pewno nie od tego, by martwić się, bo jeden z drugim buc się NIE nauczył. Wyobraź sobie, mnie też nie obchodzi co inni dostaną ze sprawdzianu, martwie się o swoją dupę i może dlatego nie mam problemu z nauczeniem się?
"My jako klasa mieliśmy się trzymać RAZEM, a to nie znaczy żeby pamiętać jedynie o ratowaniu swojej własnej dupy, tylko dbać nieco o dobro większości."
Kruca, ludzie! Ja swojej dupy nie muszę ratować, bo nie doprowadzam do sytuacji typu "trzeci z rzędu sprawdzian, na który nie miałem czasu (rotfl) się nauczyć". Może wypada poświęcić trochę więcej czasu? Np. odrobić część zadania w weekend? Ja tak robię i w dni robocze mam zawsze więcej czasu na naukę. A jak jestem w naprawdę podbramkowej sytuacji, nastawiam wcześniej budzik i przeglądam notatki rano. Korona wam z głowy nie spadnie, jak okażecie więcej zaangażowania.
"Ale skoro część chce go przełożyć - dlaczego nie?"
Bp już przekładaliśmy sprawdziany? Bo co za dużo to niezdrowo? Bo to pogarsza naszą opinię? Bo może być o to trudno w NAPRAWDĘ podbrakowej/wyjątkowej sytuacji? Bo trzeba by się przyzwyczaić, bo na studiach nikt za was nocki nie zarwie, a profesor wam grzecznie podziękuje za wyjaśnienie typu "zbyt mało czasu/dużo roboty"? Jak wy to sobie wyobrażacie, skoro przerasta was poziom szkoły średniej?
"Skoro potraficie na jutro, będziecie umieć też na piątek. "
Skoro możecie się nauczyć na piątek, czemu nie mogliście na jutro?